Prezentujemy: 462 biografii muzyków, 2010 recenzji, 534 artykułów, 267 wywiadów, 7850 płyt, 1759 linków, 515 galerii
RECENZJA
The Vandermark 5 - Alchemia

Byłem naocznym świadkiem występów Vandermark 5 podczas ubiegłorocznej, pięciodniowej trasy koncertowej po zakamarkach krakowskiej "Alchemii". To co wówczas usłyszałem i zobaczyłem spisane zostało w krótkim komentarzu, opublikowanym na łamach ukazującej się wówczas jeszcze "Jazz&Classics" i, prawdę mówiąc, po roku, jaki dzieli tamte doświadczenie i tę recenzję moje odczucia nie zmieniły się ani na jotę.

Nie wracajmy więc do prób opisów muzyki, jaka wypełniła klubową piwnicę. Jeśli będziecie Państwo mieli chęć przypomnieć je sobie w portalu Diapazon, odnajdziecie tamten tekst bez większych kłopotów.

Choć byłem świadomy wyjątkowości występów kwintetu, nie bardzo wierzyłem, że ich kompletna edycja, zapowiadana przez Marka Winiarskiego, kiedykolwiek się ukaże, a nawet jeśli tak się stanie, to będzie ona miała wartość tylko dla zagorzałych zbieraczy dokonań chicagowskiego muzyka.

Dzisiaj dwunastopłytowy box "Alchemia" stał się faktem i wzruszył moim, ugruntowanym przez lata przekonaniem, że wielopłytowe wydawnictwa typu complete edition to w znacznej większości wielki zamach na kieszeń słuchacza i maleńki bonus dla ucha. Cieszy mnie to niezwykle, ponieważ nie ma chyba nic przyjemniejszego, niż zdarzenie burzące myślowy stereotyp.

Już sam rozmiar i ekskluzywność tego wydawnictwa jest z perspektywy polskiego padołu wydawniczego bezprecedensowym wydarzeniem i byłoby nim nawet, gdyby kolejne 12 dysków zawierało tylko ciszę. Pamiętajmy, że "Alchemia" to od czasu kompletu dzieł Fryderyka Chopina, wydanego przez Polskie Nagrania jeszcze w czasach płyty winylowej i znacznie skromniejszych edytorsko nagrań Krzysztofa Komedy (Polonia Records) pierwsze wydawnictwo, w którym z równą pieczołowitością potraktowano materiał muzyczny i design opakowania. Poza tym nie nosi ona tych najbardziej dotkliwych wad wydawnictw wielopłytowych - nie ma na niej dogrywek, alternatywnych take'ów, miksów, wyborów kompozycji, architektury producenckiej, żonglerki wersjami, budowania sztucznego nastroju, podkręcania dramaturgii. Nie ma też próby sprzedania po raz nie wiem który tego samego materiału, tyle że w innym opakowaniu.

Dawno nie miałem w ręku pozycji tak służebnej wobec muzyki, tak oddanej idei zachowania prawdy o tym, jak zabrzmiała ona na żywo i, co szczególnie imponujące, tak bardzo niepokornej wobec rachunku ekonomicznego.

Jedni powiedzą: cóż to za filozofia opublikować kolejne wieczory, skoro te były udane. Jeszcze inni dopowiedzą, głosem rozsądku, że to przecież czyste wariactwo porywać się na 12-płytowy box w kraju, w którym i pojedynczej płyty ludzie nie chcą kupować. A ja myślę, że nie jest w najmniejszym nawet stopniu wariactwem odważyć się na realizację swoich marzeń i ogromna to filozofia oprzeć się pokusie ingerencji w całość, jaką jest zdarzenie koncertowe, zaniechać wydania wypieszczonego do granic wytrzymałości krążka, tylko po to, aby garstka jajogłowych mądrali mogła z uczoną miną poklepać po plecach.

Rzeczywiście, dramaturgia poszczególnych koncertów Vandermark 5 w "Alchemii" sama narzuciła architekturę wydawnictwa. To był kawał lekcji z zakresu nowoczesnego jazzu i dzisiaj, kiedy jej przesłanie powoli wietrzeje nam z głów, dobrze jest przypomnieć sobie jej pełne brzmienie. Tym bardziej, że bardzo wiele z jej siły wyrazu przedarło się na srebrne krążki. The Vandermark 5 – "Alchemia" to dzieło nie zamówione, w intencjach swych czyste, na które nasz rynek płytowy nie bardzo sobie zasłużył.



Maciej Karłowski

Data wstawienia: 2005-05-30


The Vandermark 5 - Alchemia
The Vandermark 5 - Alchemia
SPONSORZY SERWISU
POLECAMY


nie mogę znaleźć w katalogu ( wysłano 2008-04-07 godz. 12:31 )
Gdzie kupić? ( Jan Niezbędny wysłano 2008-04-05 godz. 10:46 )
  Wstecz  Do góry  Napisz do nas  Drukuj
© 2002-2009 Andrzej E. Grabowski & Rafał Fagas & Kamila Szczepaniak