Po raz pierwszy w cyklu koncertów Made in Jazz organizatorzy pokusili się o zaprezentowanie przed "gwiazdą wieczoru" młodego, polskiego zespołu. Tak więc przed Free Music Ensemble wystąpił Trylobit – duet Artura Lawrenza (perkusja) i Piotra Zabrodzkiego (fortepian). Pomysł ogólnie może i dobry, ale tym razem niestety nie zaowocował niczym ciekawym. Na szczęście to, co przybysze z zagranicy zagrali po krótkiej przerwie w kilka chwil zatarło niemiłe wrażenia.
Przypuszczam, że występ Trylobitu nie był wynikiem inicjatywy nikogo z FME. Pewnie było tak, że organizatorzy postanowili dać szansę młodym zdolnym – granie przed tak zacnym składem, dla licznej publiczności, która przyszła na koncert tria. Wielu muzyków będących na początku swej drogi marzyłoby o dodaniu do notki biograficznej czegoś w rodzaju: "Grali przed Free Music Ensemble". Ale to powinno również zobowiązywać. Nie chcę wyżywać się na duecie, ale ich muzyka była dla mnie zupełnie bez znaczenia. Niczego nie odkrywała, donikąd nie zmierzała, było gęsto od dźwięków, może i wielopoziomowo, ale do teraz nie wiem – co z tego. Muzycy co jakiś czas natrafiali na figury rytmiczne – zbyt szybko przeradzały się one w banały, gdy nie grali dużej ilości dźwięków, których pasma się splatały, to ich dialogi były naiwne. W dodatku operowali stopniowym wznoszeniem całej materii, co polegało głównie na mocniejszej, głośniejszej grze – ale w ogóle nie byli w stanie nadać temu nasilaniu się dramaturgii.
Druga część – FME (McBride, Nilssen-Love, Vandermark) określeni jako wolność w triu – albowiem, Trylobit to była wolność w duecie. Z dodatkiem od zapowiadającego, że trio wolność rozumie inaczej. Faktycznie, można uznać, że w obu przypadkach było to granie uwolnione, że muzycy po prostu grali. Jednak wszelkie porównania wyglądałyby na złośliwość. Free Music Ensemble to trójka świetnych instrumentalistów, którzy operują szeroką gamą środków i którzy wypuszczają się na szerokie wody improwizacji, przy czym jakby wiedzieli, co chcą osiągnąć. To oczywiście nie wyklucza niespodziewanych zwrotów akcji i wielu zaskoczeń, odkrywania dźwięków na nowo.
Koncert zaczął się od jazdy bez trzymanki i od razu wiedziałem, że tak właśnie powinno być. W duchu powtarzałem "Jezusmaria, jakie to wspaniałe". Wstąpiły we mnie jakieś nowe moce, które wspomogły mnie w śledzeniu tej fascynującej muzyki. Lider grał głównie na saksofonach, chyba tylko dwa razy (i to nie na długo) chwycił za klarnet. Wiadomo, jak gra Vandermark: szorstko, ale szlachetnie, przejrzyście, czysto, jednak z dużą porcją "mięcha". Wprowadza ładne, zgrabne tematy, by za chwilę rozłożyć je na czynniki i położyć na łopatki kilkoma zdecydowanymi dmuchnięciami. Nate McBride wił się wokół instrumentu, tarmosił struny, dłubał w nich. Kilka razy używał smyczka: dźwięki, jakie uzyskiwał wywoływały ciarki na plecach. Paal Nilssen-Love nie ustępował pozostałym w żywiołowości, czasem nawet ich przewyższał. Poza standardowym zestawem miał łańcuchy, metalowe krążki, dodatkowe talerze, które kładł na bębnach – to wszystko pozwalało mu czynić wiele zgiełku, osiągać energię rodem z rocka. W jednym utworze, który z pewną dozą przekory można by nazwać nastrojowym grał też smyczkiem po brzegach talerzy. Muzyk o niesamowitej inwencji, która na szczęście nie przeradza się w pokaz tricków. Aż dziw, że dotychczas poświęciłem jego nagraniom tak mało uwagi – będzie trzeba nadrobić.
W fazy wysoce energetyczne umiejętnie wplecione były spokojniejsze konstrukcje, momentami przywodzące na myśl Free Fall. Choć widać, że specjalnością FME jest jazz dynamiczny, wręcz hard, to elementy bardziej stonowane także świetnie się sprawdzały. Ciekawie było obserwować różne ścieżki (a wszystkie jawiły się jako zupełnie naturalne), jakimi przechodziły one w nieposkromioną orgię dźwięków.
I były dwa bisy (w tym jeden z Aylera – co za liryzm), i było bardzo mocno i dobrze. Jak śpiewał Budyń (z Pogodna): "jest taki moment, kiedy zarzuca i właśnie o ten moment chodzi".
Piotr Tkacz
Data wstawienia: 2006-10-12

bez bez komentarza komentarza ( piotr tkacz wysłano 2006-10-18 godz. 12:42 )
bez komentarza :) ( Wawrzyniec Mąkini wysłano 2006-10-14 godz. 22:21 )
a ja tak pomiędzy ( Andrzej Nowak wyslano 2006-10-16 godz. 08:41 )
nie komentuję ( Wawrzyniec Mąkini wyslano 2006-10-16 godz. 10:26 )